Friday, 1 February 2008

Al Norte

Helo!!

Po krotkiej przerwie nadajemy z sychej polnocy - San Pedro de Atacama - oaza wsrod piaskow najsuchszej pustyni i roztanczony poczatek karnawalu - nie moglysmy trafic lepiej :)
Choc trzeba przynac, ze siedzenie w kafejce nie jest tutaj najlepszym zajeciem.

W paru zachwytach: Zwiedzilysmy upalne Santiago, nacieszylysmy sie lazienka i kanapa u naszego kolegi - Jose i w droge! Jechalysmy tutaj troche czasu, jakby nie bylo pokonalysmy ponad 1600 km, a droga wzdluz wybrzeza prawie nie daje spac. Ocean po jednej, wzgorza po drugiej stronie. Woda i piach, woda i wiatr, scierajace sie sily natury wyrzezbily przepiekny krajobraz. Na szczescie (dla naszego snu) po jakims czasie piach i wiatr wzial gore, monotonia krajobrazu nuzyla, a suchosc przerazala. I tak przemierzalysmy drogi posrod piaskow polnocy, opuszczone kopalnie, opuszczone miasta pracownikow opuszczonych kopalni, opuszczone cmentarze, poza tym wiatr i piach, wiatr, piach i piach... (no dobra, z malutka przerwa na Bahia Inglesa - podobno najpiekniejsza plaza Chile:)

Surowe warunki zycia, ale na szczescie ludzie na naszej drodze, wrecz przeciwnie - serdecznosci masa. Przekonalysmy sie na wlasnych jezykach o slodyczy miasteczka La Ligua, ktorej mieszkancy (chyba wszyscy) w dzien i w nocy sprzedaja przejezdnym slawne Dulce de La Ligua - przepyszne slodycze w roznych ksztaltach i rozmiarach, wszystkie wypelnione dulce con leche (to taka niby-krowkowa, przeslodka masa). Dowiedzialysmy sie tez, ze przy zakupie skladnikow na kanapki Pani sprzedawczyni je dla nas przygotuje :) - pokroi, posmaruje, posoli, doda oliwki, ach coz za rozkosz!!

Na kazdym etapie podrozy rozkoszujemy sie tutejsza kuchnia, a wszystko co jemy zdaje sie byc pyszniejsze od poprzedniego najpyszniejszego dania. Nasze ostatnie odkrycie - Pastel de Chocklo. Skomplikowana ale wysmienita zapiekanka z kukurydzy i miesa! Wyborne!

Tymczasem czas konczyc, karnawal czeka, rytmu coraz goretsze a jutro wczesna pobudka i o 4ej rano wyruszamy do wybuchowych gejzerow i zrodel termalnych. Potem Dolina Ksiezyca o zmroku i czas wyruszyc w dalsza podroz. Plan na najblizsze dni - Arica i Park Narodowy Lauca.

Usciski i buziaki

xxx

1 comment:

zk said...

Dzięki za inf. i zdjęcia (Wasze??)Dla mnie ciągle mało,resztę mam nadzieję notujecie wieczorem w kajeciku (zeszyt):czym podróżujecie, gdzie śpicie(namiot?, hospitalityclub?) I zdjęcia - z Wami.
Po minusowych temp. z Aconcaguy ciepełko, plaża, Pacyfik - wskazane.
Chcę widzieć brązowe od słońca i wiatru twarze!
U nas temp. plusowe, w czwartek objadaliśmy się pączkami a od środy pościk. Jutro wybieramy się na wycieczkę po okolicy w szerszym gronie.Uściski