Friday, 15 February 2008

Milion odcieni zieleni

Peru to nieustanna manana. Gdy juz rozpielysmy nasze hamaki na trzecim pietrze statku zmierzajacego do przez dzungle do Pucalpy okazalo sie, ze ma on delikatne opoznienie. 12-godzinne:) Ruszamy jutro rano, czas zatem na opowiesc:)

A bylo to tak. Pewnego dnia dwie biale objuczone plecakami trafily do wioski nad brzegiem Rio Napo, doplywem Amazonki. Duzo sie smialy, nie rozumialy dziwnej odmiany hiszpanskiego jakiej uzywali tubylcy, nie chcialy jesc ryby z rzeki, lubily bujac sie w hamakach i przedzierac przez zielone morze nazywane dzungla. Pewnego dnia przedarly sie do sasiedniej wioski (mijajac po drosdze groznego weza), zamieszkiwanej przez indian Yaguas. Zamieszkaly w indianskim domku, znow krecily nosem na rybe, zajadaly za to z ochota smazona juke. Bujaly sie w hamakach, pluywaly kanu, podziwialy ocean zieleni, obiecujac ze kiedys powroca...

No comments: