Wednesday, 27 February 2008

Al norte, czyli samoloty sa po to aby je przebookowywac

Pieknie w tym Peru, ach pieknie! Slonce prazy, ludzie sie usmiechaja, gory kusza wspinaczka, a chlopi blokuja drogi. Szczegolnie na poludniu podobno, czyli dokladnie na naszej drodze w strone lotniska w Santiago i lotu do Patagonii. Ale co tam, nie sama Patagonia czlowiek zyje, gdzie indziej tez sie mozna pomeczyc. Dzis dokonalysmy trudnej sztuki zmiany biletu lotniczego i zamiast na poludnie ruszamy dalej na polnoc! Kierunek Ekwador!



Wczoraj z zalem pozegnalysmy sie z nasza gorska baza w Huaraz. Wlasciwie powiedzialysmy do widzenia, bo wrocimy tam na pewno. Raj na ziemi, zachwyty achy i ochy, szesciotysieczniki dookola, najlepzy dom podczas podrozy, klimat niesamowity;) Ofetre pracy nawet dostalam (Tomek, co Ty na to, he? Jedziemy?)



Poki co jednak zapoznajemy sie dokladnie z pierwszymi wiekszymi ruinkami na naszej drodze (nareszcie zaliczone!) czyli z miastem Chan Chan, w calosci zbudowanym z piasku. Znow zar sie leje, zasluzylysmy, bo w Huaraz pora deszcowa szalala w najlepsze nekajac nas regularnymi ulewami od 4 po poludniu:) Opalenizne moze uda sie nadrobic, na razie prawdziwe z nas gringi, jescze kto powie, ze w Zakopanym siedzialysmy, a fotki z photoshopa, wiec jutro na plaze;)

A potem Al Norte i niech sie blokadom dobrze wiedzie, byle tysiace kilometrow od nas!

No comments: