Iqiuitos to wyspa, z czterech stron otoczona woda. Iquitos o wyspa w srodku tropikalnej dzungli, najwieksze miasto na swiecie, do ktorego nie prowadza zadne drogi. Dostac mozna sie tutaj jedynie samolotem lub lodzia. Miasto powstalo pod koniec XVIII w. i bardzo rozroslo wskutek boomu kauczukowego pod koniec XIX w. Z boomem przyszly duze pieniadze, po boomie pieniadze zniknely, zostalo wielkie miasto (400 tys. mieszkancow) i klopot co by z tym fantem zrobic i z czego by tu wyzywic mieszkancow. Dzis Iquitanos zyja glownie z turystyki (choc my za wielu turystow tu nie widzialysmy..) Wszystko co sie tutaj znajduje przyplynelo lodzia lub zostalo wydarte dzungli. Autobusy sa drewniane:) Ale po kolei..
Po wyjsciu z samolotu momentalnie dostalysmy sie w objecia gestego wilgotnego goracego powietrza. Darmowa sauna 24 godziny na dobe...
Obok zderzenia z pogoda, zderzenie z halasem. Cale Iquitos rozbrziewa warkotem moto taxi i motorow. Po ulicach mkna ich niezliczone ilosci. Zasady ruchu drogowego, o ile istnieja, to znane sa tylko nielicznym. Piesi raczej do nich nie naleza, co czyni przekraczanie ulic kipiacych od mototaxi prawdziwym wyzwaniem.
Kolejny szok - dom naszego hosta Jaroda. Konstrukcja z desek, dykty i blachy falistej z delikatna domieszka cegiel. Od frontu sklep, oddzielony zaslona od reszty budynku. Za zaslona trzy krzesla i telewizor, dalej wnetrze, dlugi korytarz, a wdluz niego komorki. Komorka - lazienka, komorka - pokoj. Lazienka! ubita ziemia i miska do polewania woda. Mieszkamy w pokoju Jaroda - drewniane lozko z materacem wypchanym sloma, sznurek na ubrania, drewniany stolik, sciany z blachy. Podczas deszczu wszystko co na ziemi trzeba usunac, bywa, ze cala podloge zalewa woda z ziemia z ogrodka ("ogrod wdziera nam sie do domu" smieje sie Jarod).
Na korytarzu rozwieszone 2 hamaki - najlepsze miejsce na popoludniowa drzemke. Sprawdzilysmy w praktyce!W domu nie ma zbyt wielu sprzetow. Nie ma przedmiotow! Brak ozdob, obrazkow, ksiazek, cacuszek, puste sciany, dookola tylko to co niezbedne do zycia.
Rodzina Jaroda. Jego dziadek mial 26 synow. Mieszkaja w dzungli, lacznie z tata Jaroda. Wielosc wujkow rozsianych u wybrzezy Amazonki i jej doplywow pozwala sadzic, ze juz wkrotce dobrze poznamy rozne zakamarki dzungli:)
W Iquitos mieszkaja mama Jaroda i jego 6 rodzenstwa. Sa niesamowici. Dziela sie z nami wszystkim co maja, choc maja niewiele. Pomagaja, tlumacza, ucza przyrzadzac tutejsze potrawy.
Wczoraj poszlysmy do Belen - dzielnicy handlowej . Wlasciwie prawie cale miasto to jeden wielki market. Kupc mozna wszystko co daje dzungla i rzeka. Stosy nieznanych owocow i warzyw, przedziwnych potraw, egzotycznych przypraw. Setki lekow i wywarow pochodzacych z dzungli – afrodyzjaki, amulety, nalewki, perfumy, napary. I to mieso sprzedawane na ulicy w upale. Mniam! Sprzedawcy nawoluja, zachecaja, kusza. Wrzeczcza, kwicza i piszcza zwierzeta. Miedzy straganami tlum. Od czasu do czasu przebiega tragarz niosacy na glowie towary z portu. Roznorodnosc, tysiace barw i zapachow. I wszystkiego trzeba sprobwac! Zoladki mamy ze stali, zniosly nawet grillowane robaki;)
Poza ogromnym obszarem z zywnoscia, ulice podzielone na towary i uslugi – ulica fryzjerow, ulica szewcow, ulica mechanikow. A po ulicach bez przerwy, niezmordowanie mototaxi..
Domy w Belen zdane sa na laske rzeki. Wraz z nastaniem pory deszczowej rozrasta sie ona pozerajac wszystko co stanie na jej drodze. Domy sa budowane na wysokich palach, w czasie pory suchaj ludzie zyja na parterze, gdy wody przybywa prtzenosza sie na pierwsze pietro, a do swoich domostw soplywaja na tratwach. Inny "sposob na rzeke" to domy dryfujace, zbudowane na wydrazonych pniach. W czasie deszczu dryfuja na rzece.
Niesamowite miejsce, niesamowite to co dookola niego. Dzungla wzywa, anakonda czeka. Podobno lubi hamburgery z Polek;) Ruszamy juz niedlugo. Juz niedlugo naszym domem hamak na brzegu Rio Napo.
Saturday, 9 February 2008
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment