..... i z tym mi sie dotad kojarzyla. W dniu dzisiejszym przybylo skojarzen:
Ogrom - wszystkiego: prawie 7 mln mieszkancow, tysiace aut, tlum na ulicach, tlok w autobusach.
Komunikacja - ulice kipia pojazdami. Autobusy, samochody i taksowki przelewaja sie po drogach, pietrza wspinajac na okoliczne wzgorza, by po chwili lawina ruszyc w dol. Transport lokalny, w obrebie dzielnic to taxicholo - przerobione motory (wyglada to to jak riksza, z poprzodu kierowca, z tylu laweczka na 3 osoby). Dalej dojechac mozna combi (autobusik na 10-12 osob) lub mikrobusami. Podroz nimi to rajd przez kraine tysiaca dzwiekow - w srodku gra peruwianska muzyka, klakson drze sie bez przerwy, konduktorka krzykiem zawiadamia kierowce gdy ktos chce wsiasc lub wysiasc (przystankow nie ma, na autobus macha sie reka - jesli sie zmiescisz to pojedziesz:)
Mobilne celuleres- na rogach ulic mozna skorzystac z telefonow komorkowych. Przedstawiciele operatorow maja kilka aparatow przy sobie, dzwoni sie z nich za drobna oplata - wychodzi taniej niz z telefonow publicznych.
Zycie na ulicy - kupisz tu wszystko: slodycze, wode, gotowana kukurydze, ciasto, owoce... Ulice pelne ludzi, sklepy otwarte na osciez...
Inca Kola - smak lemoniady w woreczkach z czasow dziecinstwa, tyle ze z gazem i zielonkawa. Fuj;) Kupiona przez coca Cole, ciekawe czy przywedruje do Polski.
Goscinnosc - mieszkamy we wspanialym miejscu, u Jorge i jego rodziny. Rodzice, juz starsi dosc rozpieszczaja nas nieprzyzwocicie, tata Sylwester rozmawia ze mna po niemiecku (studiowal w Alemanii), mama gotuje pysznosci, wszyscy zapraszaja na dzialke nad Pacyfikiem. I jak tu nie planowac powrotu do Limy:)
Thursday, 7 February 2008
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment