Saturday, 9 February 2008

Pierwsze zetknieciez Peru w czterech odslonach

Scenka nr 1, czyli o znaczeniu kinematogafii w poznawaniu swiata.
Miejsce: Dworzec autobusowy w Arice, pogranicze z Peru.

Iza: Patrz, Indianiec!
Aga: Wyglada jak z Lotu Nad Kukulczym Gnizadem!
Iza: Raczej jak z Tanczacego Z Wilkami!


Scenka nr 2, czyli o podrozowaniu peruwianskim "autobusem".
Miejsce: Taksowka zapchana pasazerami, ktora zabrala nas ku naszemu zdziwieniu (zamiast obiecanego autobusu) z dworca z Ariki.

Aga: Miala byc semi cama!! (rozkladany baaardzo wygodny fotel).
Iza: Taaa, jak sie poloze na kolanach u tego pana, to bede miala semi came..


Scenki nr 3 i 4, czyli o peruwianskim rolnictwie.
Miejsce: wspomniana wyzej taksowka.

Iza (do kierowcy): Przepraszam, czy moze pan zamknac okn bo kolezance jest zimno?
Taksowkarz; Nie, bo swieci slonce.

Miejsce: Peruwianska odprawa paszportowa.

Urzednik: Potrzebujecie wizy.
Iza: A gdzie mozemy ja dostac?
Urzednik: Potrzebujecie wizy, inaczej cofne Was do Chile.
Iza: A gdzie mozemy ja dostac?
W koncu chyba zrozumial, ze nie damy lapowki i wbil nam grzecznie wize.

Moral: W Chile sa bardziej przewrazliwieni na punkcie agricultury (o tym jak Aga przemycala pomidora opowiemy wkrotce), ale burakow wiecej jest w Peru.

No comments: