Sunday, 17 February 2008

O dwoch takich co wsiadly w samolot

Romantyczna wizja leniwego kolysania sie w hamaku przy akompaniamencie wody rozbryzgiwanej przez statek prujacy przez doplyw Amazonki nie wytrzymala zderzenia z peruwianska rzeczywistoscia. Przyzwyczajone do wielkomiejskiego pedu doszysmy do wniosku, ze wizja wiecznych opoznien i mozliwosc utkniecia w zawalonym blockiem porcie¨"gdziews po drodze" niespecjalnie nam odpowiada. Postanowilysmy zatem potrzasnac portfelami i zamienic 4dniowy rejs na 40minutowy lot:) Tym sposobem znalazlysmy sie w Pucallpie, miescie na skraju dzungli i dosc swobodnie interpretowanej cywilizacji (= blocko jest ale mniej, mototaxowkarze krzycza ale ciszej, na targu wonieje nieprzyjemnie, ale nie obrzydliwie, a w jadlodajniach mozna oprocz ryb, ryzu i bananow zjesc takze makaron:)

Aha, chyba w tej calej ekscytacji i zachwycie zapomnialysmy wspomniec, ze pora deszcowa jednak istnieje. Czasami nawet daje sie we znaki. Znaki szczegolnie zapachopwe, gdyz niedosuszone ubrania wydzielaja bardzo specyficzny aromat. Ale nic to, przygoda to przygoda, a pory deszcowej w ojczyznie brak, wiec cieszmy sie nia!!!

Dzis wieczorem zegnamy sie z dzungla. Nogi rwa sie w gory, damy im wiec szanse. Przed nami park narodowy Huascaran, Kordyliera Biala i Czarna. (bo w koncu ile po tym blocku i deszczu mozna...;)

No comments: