Monday, 4 February 2008
Nowy dzien - nowe wyzwania
Nie ustajemy! Droga spod stop ucieka i jestesmy juz na polnocnym krancu Chile, jeszcze tylko maly skok i Peru. Tymczasem Park Lauca, a w zasadzie przedluzajaca sie podroz don. Podroz jednak nadwyraz przyjemna posrod piaskow pustyni (niektore elementy krajobrazu sa stale, choc Atacama juz daleko za nami) zwirow (cos upodobalysmy sobie ciala sypkie), kopcow kamieni... ale od poczatku: wczesnie rano wysiadlysmy w Arice i od razu ruszylysmy na poszukiwania transportu do Parku Narodowego Lauca... nie bylo latwo, perypetie, przygody, piesze kilometry... ale udalo sie, a ze bylo warto przekonalysmy sie juz po pierwszych kilometrach - sama droga do Parku jest juz warta zachodu! Droga wiedzie dolina de Lluta, wspina sie na pobliska kordyliere, wiedze niebiezpiecznymi zakretami, wsrod piaszczystych wzgorz, ktore przywodza na mysl polskie morze i wydmy, z tym, ze te wydmy sa zarazem jak gory:), a trzciny przy wydmach jak drzewa. Miedzy tymi piaszczystmi wzgorzami - koryto zieleni. Najwspanialsze jest to jak mieszkancy radza sobie z tym surowym klimatem - kazdy skrawek urodzajnej gleby zachowywany jest pod uprawe, dlatego domy budowane sa juz na nieprzyjaznych, suchym i sypkim zboczu - domki na piasku - niesamowity widok. Droga wila sie dalej, piasek zamienil sie w zloto-czerwone skaly, droga wila sie dalej, a skaly zaczynaly sie zielenic... i tak teraz jestesmy wsrod prawie-zielonych wzgorz w malym, kolorowym miasteczku - Putre. Mieszkamy w jednym z niskich domkow o barwnych fasadach i przechadzamy sie niewielkimi uliczkami... a w zasadzie przechadzalysmy sie, az do momentu kiedy oto ni stad ni zowad zaskoczyl nas... Karnawal w Putre! Ah!
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment