Ojciec Ryszard dyrektoruje w Colegio Don Bosco - szkole dla chlopcow z ubogich rodzin. Ojciec Ryszard zaprasza nas na obiad, oprowadza po swoich wlosciach, przedstawia tysiacu znajomych po resurekcji, a na koniec obwozi po nocnej Arequipie obiecujac, ze nastepnym razem zabierze nas do kanionu Colca...
To najbardziej niesamowite Swieta Wielkanocy w moim zyciu... Pelne slow "Feliz Pascua", gwaru na ulicach, egzotycznych palm sprzedawanych pod kosciolami... Peru cieszy sie tym niezwyklym czasem na swoj jakze odmienny od naszego sposob. Czczi go np. ... corocznymi walkami bykow:)
A bylo to tak....
Jechalysmy sobie grzecznie zapchanym taxi collectivo spedzic swiateczne popoludnie podziwiajac zabytkowy mlyn za miastem. Nie bylo nam dane zaplacic za transport, gdyz zrobil to za nas jakis mlodzieniec o wygladzie kowboja. Tenze oznajmil, ze niedaleko odbywaja sie wielkanocne Peleos de Torros (tlum wspolpodroznych najwyrazniej podazal wlasnie w tym kierunku). Nie myslac wiele dolaczylysmy:) A potem byly juz tylko krzyki, doping i tumany kurzu!!!
WERSJA MNIEJ OFICJALNA:
W taxi collectivo:
- Iza on za nas placi.
- Kurcze, myslisz ze zaplacil i teraz juz sie nie odczepi?
- Nieee, pozbedziemy sie go. Wysiadziemy i pojdziemy.
Po wyjsciu z taxi:
- Hmmm, walki bykow..?? OK!
Pod wejsciem:
- Drogo, idziemy sobie?
- Eeeee, jakos damy rade bokiem, w koncu jestesmy gringami.
- Ale przy wejsciu jest kobieta…
- ………………………
- To nic, musimy tylko znalezc jakiegos durnia, ktory za nas zaplaci.
- ……………………..
- O patrz, kupil nam bilety :)
No comments:
Post a Comment