Thursday, 6 March 2008
To ja tez, to ja tez - pare slow, pare zdjec.
Dzien pochmurniejszy 0 spokojniejszy, wiec pare slow i pare zdjec, choc mamy troche zaleglosci i zmiescic ogrom ostatnich przezyc w paru slowach i paru zdjeciach trudno. Przez Trujillo dotarlysmy do granicy z Ekwadorem, gdzie zaskoczyla nas obecnosc dolara, a ceny podskoczyly 3-krotnie:( Ruszylysmy cala naprzod na polnoc do stolicy - Quito, gdzie kolejne zaskoczenia i kolejne podskoki cen :( Quito jest przedziwnym miastem gdzie styka sie nowoczesnosc i dobrobyt z tradycja i bieda, nowoczesne centra handlowe, wytworne restauracje i hotele, a przed nimi ubogie sklecone straganiki z obranymi mandarynkami, mango, prazonymi orzechami... Centra Quito sa takze dwa - Centrum nowe i centrum stare, a przez srodek miasta biegnie rzeka, wawoz a nad nia skalki - polubilysmy Quito! Polubilysmy tez nasz Lichen, czyli El Quinche, gdzie dzieki goscinnosci naszego gospodarza - Romiro - wracamy codziennie zmeczone, i jak zwykle troszke przemoczone, niczym do wlasnego domu. Gotujemy, sprzatamy, krzatamy sie i placzemy po okolicach, wdychamy rownikowe powietrze i choc od-nie-pamietam-kiedy niebo pelne chmur - dobrze jest nam tutaj!
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment